Wielkanocna ociężałość

Nadchodzące święta to nie tylko radosny czas i okazja do rodzinnych spotkań. Wielkanocne dni mogą być sporym wyzwaniem dla naszego organizmu, szczególnie jeśli chodzi o przyjmowane na potęgę kalorie. Nie można zaprzeczyć, że suto zastawiony stół kusi nas najróżniejszymi smakowitościami, my zaś rzadko kiedy znajdujemy w sobie dość siły, by wszystkim pysznościom odmówić. Jak podobne zachowanie zniesie nasza waga? Jak ochronić się przed świątecznym obżarstwem? Zobaczmy.

Na samym początku wszystkie dania zaplanujmy tak, żeby zamiast trzech sporych posiłków zjeść kilka mniejszych. Cieszmy się kulinarnymi perełkami powoli, delektując się po trosze w ciągu całego dnia. Plusem Wielkanocy jest pokaźna ilość białek, w postaci gotowanych jaj czy białej kiełbasy. Przy tym wszystkim skomponujmy świąteczne menu bez zawiesistych sosów, smażonych potraw i przeważającej ilości białego pieczywa. Zamiast tego warto przygotować więcej sałatek, które dzięki swej różnorodności, wzbogacą organizm o niezbędne witaminy i błonnik.

Największe niebezpieczeństwo czyha ze strony ciast. Babki, serniki, makowce i mazurki doskonale dogadują się z czekoladowymi zajączkami czy pisankami. Tymi starajmy się cieszyć mniej więcej do godziny 15. Wtedy jest szansa, że jakąś część nabytych kalorii zdążymy spalić. Wieczorne podjadanie słodkości powinny być zabronione w sposób kategoryczny. W przeciwnym razie nie damy organizmowi cienia szansy, więc każdą kalorię zmuszony będzie przekształcić w tłuszczową tkankę.

Trawienie wspomóc może lampka czerwonego, wytrawnego wina. Oczywiście nie należy w tej kwestii przesadzać, albowiem nadmiar trunku zmieni się w puste kalorie, odnosząc odwrotny skutek do zamierzonego.

Jeśli jednak silna wola okaże się zbyt słaba i cierpieć będziemy na świąteczną ociężałość, z pomocą przyjść może napar z zielonej herbaty.