Święta czy dietetyczna trwoga

Święta to przerażający okres, podczas którego nasz żołądek doznaje nieskończonej ilości tortur. Oto przez kilka dni bombardujemy organizm podwyższoną ilością kalorii, dając upust naszym kulinarnym zachciankom. Niestety czas płynie, święta mijają, choinkę się rozbiera, ozdoby zdejmuje. Tylko zbędne kilogramy uparcie zostają.

Oczywiście nie musimy żyć w strachu przed świątecznymi dniami, niektórzy wychodzą z założenia, iż raz na rok można sobie odpuścić wszelkie diety i zakończyć gastronomiczny post. Jednakowoż są i tacy, dla których świąteczne kalorie jawią się jako poważny i zatrważający problem. Cóż więc robić i gdzie szukać ratunku?

Ogólnie rzec biorąc najprostszym rozwiązaniem jest po prostu – nie jeść. Cała sprawa nie jest jednak tak prosta jak mogłoby się wydawać. Wszak mama, siostra, ciocia czy babcia napracowały się ponad miarę przygotowując wigilijną ucztę. Czasem więc zwyczajna i ludzka miłość do bliźnich popycha nas w stronę nadprogramowych kalorii.

Kluczem do wszystkiego może być odpowiednia dawka codziennego ruchu. Święta (jeśli zakończyć przygotowania) jawią się jako niezmiernie leniwy i mało urozmaicony czas. Oto wędrujemy od stołu do stołu, ażeby zasiąść na kanapie czy fotelu i jeść, pić, pić i jeść, tak samo pierwszego jak i drugiego dnia świąt. Wreszcie, żeby odpocząć od tej wyczerpującej formy, po pożegnaniu gości zapoznajemy się ze świąteczną ramówką TV i przyklejeni do ulubionego fotela, dojadamy resztki.

Przy tym wszystkim łatwo zgubić gdzieś i zatracić prawdziwą esencję Świąt Bożego Narodzenia. Bo przecież gdzieś kiedyś, w stajence, wśród ryków bydła przyszło na świat Dziecię. Dziecię, o którym łatwo zapomnieć przy obfitym i suto zastawionym stole. Tak więc może zamiast kierować całą uwagę na potrawy i prezenty zatrzymamy się nieco, próbując przypomnieć sobie genezę, tak hucznie obchodzonych świąt.