Sporą popularnością cieszy się dieta doktora Haya. Informację o niej można również znaleźć pod hasłem „dieta niełączenia”. Czy faktycznie może być tak skuteczna jak się mówi? A jeśli tak, to czy wymaga dużego poświęcenia, obciążającego organizm? Sprawdźmy sami.
Na początek wyjaśnijmy główną ideę diety Haya, podług której należy podzielić wszystkie produkty na białkowe, węglowodanowe i neutralne. Najważniejsze jest, aby pod żadnym pozorem nie łączyć ze sobą produktów węglanowych z białkami. Dodajmy, że te neutralne można swobodnie łączyć z obiema grupami.
Tak więc do produktów węglanowych zaliczyć można pieczywo, kasze, makarony, ryż a także museli, kukurydzę, cukier i – wyjątkowo – banany. W białkach znajdziemy ryby oraz gotowane mięsa. W tej grupie znajduje się również ser i mleko oraz warzywa strączkowe wraz z owocami. W skład produktów neutralnych wchodzą między innymi warzywa (z wyjątkiem ziemniaków), wszelkie oleje, soki owocowe i warzywne, nasiona, miód oraz wędzone na zimno ryby i mięso.
W ciągu dnia możemy sobie pozwolić na pięć posiłków (drugie śniadanie i podwieczorek nie mogą przekraczać 100 kcal). Unikamy łączenia węglowodanów i białek, a dodatkowo, między posiłkiem węglowodanowym, a białkowym muszą upłynąć co najmniej cztery godziny.
W trakcie trwania niniejszej diety powinnyśmy odłożyć na bok cukier i sól, a także kawę i mocną herbatę. Czerwone mięsa i wędliny również należy usunąć z menu. Gazowane napoje są kategorycznie odradzane, podobnie zresztą jak alkohol. Do tego wyrzucamy ze spiżarki wszystkie ciasta. Smażone dania są niedopuszczalne – szczególnie te ostro przyprawione. Pod żadnym pozorem nie możemy korzystać z sieci fast-foodów. Między posiłkami raczymy się sporą ilością niegazowanej wody.
Dieta może trwać przez trzy tygodnie i nie będzie stanowić zbyt dużego obciążenia dla organizmu. Jeśli ktoś zdecyduje się na jej przedłużenie, podobny pomysł powinien skonsultować z lekarzem.