O czekoladzie powiedziano już wszystko. Od setek lat jest namiętnością wielu ludzi i nie zanosi się, że kiedykolwiek przestanie nią być.
Podobno pierwszy pijał ją Quetzalcoatl, Pierzasty Wąż. Bóg życia, wiatru i słońca w wierzeniach ludów prekolumbijskich, które już 2000 lat p.n.e. znały napój z roztartych ziaren kakaowca. Zalewano je zimną wodą i przyprawiano kukurydzą, miodem, chilli i pieprzem. Prawdopodobnie od imienia tego boga wzięło się słowo czekolada: cacahualt, chocolatl, cxococalt, jak nazywano ją w amazońskiej dżungli.
Do Europy ziarna kakaowca wraz z przepisem przywiózł Krzysztof Kolumb. Receptura została nieco zmodyfikowana. Ziarna zalewano gorącą wodą, słodzono cukrem i zamiast chilli przyprawiano cynamonem i anyżem.
Z czasem opanowano produkcję proszku kakaowego. W 1828 dokonał tego holenderski chemik van Houten. Od tamtej pory było już bardzo blisko do
czekolady w formie tabliczek, jaką znamy dziś. Pierwsza tabliczka powstała w 1846 roku w Anglii w rękach Josepha Fry’a.
Tym co sprawia, że ludzie nie mogą się oprzeć czekoladzie jest fenyloetyloamina, zwana tez hormonem szczęścia. Wydziela się ona w mózgu zakochanych i jest pochodną amfetaminy. Powoduje lekkie stany euforyczne. Dlatego wciąż po nią sięgamy. Zjadanie czekolady pobudza też produkcję endorfin w mózgu- co z kolei odpowiada za uczucie błogości.
Dodatkowo w czekoladzie znajdziemy tryptofan, uspokajający aminokwas i kilka innych substancji, wszystkie są związane z przyjemnymi doznaniami.
Oprócz tego zawiera też związki zwane flawonolami, które neutralizują wolne rodniki, opóźniają starzenie się i obniżają ciśnienie. Oraz niewielkie ilości kofeiny.
To wszytsko sprawia że trudno się opanować i powiedzieć stop zanim nie skończy się całej tabliczki. A jednak warto próbować, bo jest bardzo kaloryczna. Dziś mamy do wyboru wiele jej rodzajów i gatunków. Mleczna, gorzka, biała, twarda, nadziewana, z orzechami… Każdy ma swoją ulubioną wersję.
Niezależnie od rodzaju czekolada jest czymś więcej niż tylko słodką dawką kalorii.