Ruch. Ruch jest kluczowym elementem każdej diety. Bez niego, efekt jo-jo może okazać się naprawdę przerażający, a wskaźnik na wadze nigdy nie będzie dla nas łaskawy. Jednakże pomimo tej całej świadomości, często unikamy ruchu, nawet jeśli w głębi ducha uznajemy go za konieczny.
Często na przeszkodzie stoi lenistwo, bądź zwyczajna niechęć. Poruszanie się jest kłopotliwe, a na ewentualne rezultaty trzeba czekać kolosalnie długo. Czasem jednak powód naszego bezruchu jest inny. To wstyd.
Nie ćwiczymy, bo boimy się, że ktoś będzie nas przy tej intymnej czynności obserwował, oceniał, wyśmiewał nawet. Z tego względu nie wybiegniemy na poranną sesję joggingu, nie chcąc, żeby sąsiad uraczył nas ironicznym uśmieszkiem. Początki northing walking`u musiały być ciężkie, zanim ćwiczenie stało się powszechne i powszednie. My jednak nadal mamy opory, by ubrać się w gustowny dres i spocić na wyznaczonej trasie.
Z podobnego powodu omijamy salony fitness. Nasza sylwetka daleka jest od doskonałości, nie chcemy porównywać jej do innych, bardziej wysportowanych i – w naszym mniemaniu – atrakcyjniejszym. Wolimy zostać wśród czterech, bezpiecznych ścian.
Unikanie uciążliwego wzroku innych i chęć pozostania w cieniu są jak najbardziej zrozumiałe, jednak na dłuższą metę – szkodliwe. Bojąc się o reakcje i zdanie innych, nakładamy wokół siebie zbyt wiele blokad oraz barier. Nasze samopoczucie zależne jest od tego, jak inni postrzegają nasze czyny, wygląd, sposób bycia. A czyż to nie nasze zdanie miało być najważniejsze?
Wstydzisz się poćwiczyć we własnym ogródku, bo ktoś może Cię zobaczyć? Rezygnujesz z biegania, bo nieruchomiejesz pod spojrzeniem przypadkowych gapiów? Nie idziesz na basen, bo nie chcesz ujawnić swojej niedoskonałej sylwetki? W imię czego?
Czas postawić na szali dwie rzeczy – zainteresowanie zupełnie obcych ludzi i ich ewentualne ironiczne uśmieszki oraz nasze zdrowie i dobre samopoczucie.