Jak wiemy śniadanie to posiłek najważniejszy, którego pomijanie jest niczym innym jak dietetycznym błędem. Jednak jak sprawa ma się z kolacją? Jest równie istotna? A może warto z niej zrezygnować, by w ten sposób pozbyć się paru zbędnych kilogramów?
Wiele osób wzbrania się przed zjedzeniem wieczornego posiłku. Być może faktycznie kilka pomniejszych fałdek w ten sposób zniknie, jednak wykluczenie kolacji z codziennej diety może nieść za sobą kilka poważniejszych konsekwencji. Zacznijmy od tego, że głód negatywnie wpłynie na spokój naszego snu. Często zdarza się, że ssanie w żołądku i tak z nami wygra, złamie nasze postanowienie i zmusi do nocnej wizyty w kuchni.
Może dietetycznym konsensusem okaże się drobne jabłko? Nie do końca. Owoce trawione są dosyć szybko, poczucie głodu pozostaje, a my rozglądamy się za czymś jeszcze. Dobrym kolacyjnym połączeniem są owoce z jogurtem. Przy okazji wspomnieć trzeba o tym, by unikać roślin strączkowych czy kapusty.
Od lat krąży mit o tym, że ostatni posiłek powinno się zjeść do godziny 18.00. Oczywiście jest w tym drobne ziarenko prawdy, jednak cała sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana. Szczególnie jeśli prowadzimy nocny tryb życia i zwykliśmy zasypiać około drugiej lub trzeciej nad ranem. Ogólna koncepcja jest słuszna – nie podjadać przed snem. Jednak nie trzeba trzymać się magicznej „osiemnastki”, a wystarczy pilnować, żeby kolację spożyć 2, 3 godziny przed zaśnięciem.
Najlepiej sięgnąć po dania lekkostrawne, unikając przy tym produktów smażonych i z dużą ilością tłuszczu. Niewielka dawka węglowodanów uspokoi mózg, zapewniając błogi sen. Przy okazji ostatniego posiłku możemy wspomóc się ziołami takimi jak melisa, mięta czy lawenda. Warto stosować je zamiast standardowej kawy czy herbaty.
Tak więc kolację jeść można, a nawet trzeba. Istotne jest, żeby jeść z głową.