Ogólnie rzecz biorąc, człowiek jest słaby i podatny na wszelkie pokusy. Szczególnie, jeśli pokusy te dotyczą kilku słodkich cukierków, batoników, chipsów czy lodów ozdobionych bitą śmietaną. Poddając się takim kulinarnym zakusom, owszem odczuwamy nieodparte szczęście, to jednak przemija, gdy za jakiś czas dostrzeżemy w lustrze kilka wałeczków tłuszczu więcej. A kuszenie nie ustaje. Jak sobie z nim radzić?
Dobrym pomysłem wydaje się uczciwy rachunek sumienia. Nie chodzi jednak o pobieżne przyznanie się do gastronomicznej winy. Wszystkie swoje grzeszki, od tej pory, spisywać będziemy na specjalną kartkę. Albo w zeszyt, jeśli kartka to za mało. Każde ciasteczko, każdy batonik i pączek, najmniejszy gryz i kąsek. Uczciwie i bezlitośnie. Być może dopiero po ujrzeniu całego spisu rzeczy, zdamy sobie sprawę, że te kulinarne grzeszki, faktycznie nie są aż tak niewinne.
W takich działaniach ważne jest nie tylko widmo kary, ale tak zwana pozytywna motywacja. Możemy założyć sobie niewielki słoiczek, pudełeczko czy osobna portmonetkę, w które wrzucać będziemy wszystkie fundusze, jakie zwykle przeznaczylibyśmy na pączka czy tabliczkę czekolady. Po kilku dniach, w nagrodę za wytrzymanie bez dodatkowego cukru, zasłużyliśmy na mały prezent. Kino, buty, może szminka albo książka, do uzbieranej sumki można nieco dołożyć. No i nagrodą największą będzie odmienione odbicie w lustrze.
Całe przedsięwzięcie może okazać się trudne i wymagające. Wszak lodówka, paczki i batoniki lubią spiskować przeciw nam, namawiając zdradliwie i szepcąc do ucha. Bo przecież jeden cukiereczek nie możne zaszkodzić. Drugi też nie powinien. No może trzeci i czternasty też… Potrzebować będziemy całych pokładów silnej woli, aby odeprzeć takie posłodzone ataki.
Miłego i efektywnego szczuplenia zatem. I wytrwałości!